26: Jak przygotować się do nadchodzącego kryzysu finansowego?

26: Jak przygotować się do nadchodzącego kryzysu finansowego?

Robert stanął nad przepaścią. Popatrzył w dół, lecz wysokość przerażała go. Wyglądał okropnie, jakby od tygodnia nie mył się. Był zdruzgotany i roztrzęsiony, cuchnęło od niego tanim alkoholem. Szykował się do oddania ostatniego w życiu skoku, ale jeszcze się powstrzymał. Wydarzenia ostatnich dni zaczęły niczym karuzela przypominać mu się przed oczami. Jeszcze kilka miesięcy temu miał 2 mieszkania na wynajem, luksusowy samochód, kochającą żonę, wysoko stojące akcje na giełdzie i trochę gotówki. Jednak na skutek kryzysu wszystko szybko się zmieniło, firmy zaczęły upadać, a ludzie masowo tracili pracę. Najemcy więc przestali mu płacić, a nie mógł znaleźć nowych, więc bank wypowiedział mu umowę kredytu i zażądał natychmiastowej spłaty wraz z odsetkami. Początkowo starał się spłacać bieżące opłaty przy pomocy czterech kart kredytowych, ale nie było to żadne wyjście, zaś zadłużenie diametralnie rosło. Zaczął więc pożyczać pieniądze w firmach pożyczkowych, tzw. chwilówkach, ale szybko popadł w spiralę zadłużenia. Tymczasem w kraju rozhulała się inflacja, zaś pieniądz każdego dnia tracił na wartości i można było za niego coraz mniej kupić. Nie można nigdzie było nabyć dolarów lub euro, bo wszyscy rzucili się po nie do banków i kantorów. Zresztą tamte też traciły codziennie na wartości, choć może nie tak bardzo jak “twarda waluta”. W mediach codziennie mówiło się o skutkach kryzysu, zaś akcje wszystkich spółek na giełdzie odnotowywały rekordowe spadki. Robert spojrzał w dół i serce zaczęło mu walić jak lokomotywa.

Nie ulega wątpliwości, że w gospodarce wolnorynkowej w sposób cykliczny co kilkanaście lat powtarzają się kryzysy finansowe. Wszyscy uczyliśmy się o wielkim światowym kryzysie z 1929r., a także pamiętamy skutki tego ostatniego z roku 2008. A jak wygląda aktualna sytuacja? Moim zdaniem, obecnie jesteśmy u progu kolejnego światowego kryzysu finansowego, a przynajmniej dużego spowolnienia gospodarczego, co nieuchronnie spowoduje spore zmiany w naszym życiu. Mimo, że rząd i media o tym raczej nie wspominają, jednak pewne istotne symptomy ekonomiczne jasno wskazują, że wkrótce on nastąpi. Dlatego – choć nie ma na to żadnego 100 % antidotum – chciałbym spróbować choć trochę przygotować Czytelników mojego bloga na ten kryzys, póki jeszcze nie jest za późno.

Co zatem świadczy o zbliżającym się kryzysie? Przecież według oficjalnych informacji na stronie Głównego Urzędu Statystycznego – „Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według szybkiego szacunku w kwietniu 2019 r. w stosunku do poprzedniego miesiąca wzrosły o 1,1% (wskaźnik cen 101,1), a w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 2,2% (wskaźnik cen 102,2)”. Tymczasem, moim zdaniem, w rzeczywistości tak naprawdę mamy do czynienia ze znacznie wyższą inflacją niż podają oficjalne dane, co także wynika ze specyficznego sposobu selekcji wybieranych do koszyka towarów i usług, które bierze się pod uwagę. I tak, przykładowo, jeszcze nie tak dawno kupowałem masło osełkowe za kwotę około 7 złotych, gdy tymczasem obecnie w tym samym sklepie muszę za nie zapłacić około 12 złotych. Podobnie jest z moją ulubioną czekoladą, za którą nie tak dawno płaciłem około 3 złotych za tabliczkę, zaś obecnie muszę w tym samym sklepie zapłacić za nią już ponad 4 złote. Czy zatem to naprawdę jest jedynie inflacja 2-procentowa? Czytaj tutaj

Warto także zwrócić uwagę, na znaczny wzrost ceny tzw. “twardych walut” – a tak naprawdę na spadek wartości złotówki w stosunku do dolara, euro, czy też franka. I tak przykładowo, w ciągu ostatnich trzech miesięcy średnia wartość dolara amerykańskiego wzrosła z około 3,70 zł za 1 $ do prawie 4 zł za 1 $.

Z kolei przestało się w ogóle opłacać oszczędzać pieniądze na lokatach bankowych. Przecież obecnie większość banków oferuje bardzo niskie oprocentowanie, tj. poniżej 2 % w skali ROKU, od czego jeszcze trzeba odjąć 19 % tzw. podatku Belki. Oznacza to więc, że jeśli trzymamy pieniądze w banku to w rzeczywistości na tym tracimy, albowiem oprocentowanie to jest niższe nawet od oficjalnej inflacji, a zatem po zakończeniu okresu trwania lokaty kupimy za tę kwotę nawet powiększoną o odsetki mniej towarów niż kupilibyśmy przed założeniem tej lokaty.

Natomiast na rynku nieruchomości mamy prawdopodobnie do czynienia ze szczytem tzw. bańki cenowej. Ludzie ogromnie zadłużają się i zaciągają kredyty hipoteczne na wiele lat, co w wypadku kryzysu może spowodować skutki podobne do sytuacji u naszego bohatera – Roberta.

Przede wszystkim jednak o rzeczywistej sytuacji gospodarczej świadczy ogromny wzrost cen metali szlachetnych w ostatnim czasie. W historii zawsze bowiem było tak, że o realnej wartości pieniądza świadczyły jedynie ceny złota i srebra, zaś w wypadku jakiegokolwiek kryzysu finansowego lub wojny stanowiły one jedyny realny miernik przechowujący wartość pieniądza. Warto wiedzieć, że jeszcze 4 miesiące temu cena złota wynosiła około 1275 $ za uncję – zresztą od kilku lat rzadko zdarzało się, aby cena ta przekroczyła „magiczną” kwotę 1300 $ za uncję. Tymczasem obecnie cena złota wynosi nawet około 1550 $ za uncję, co jest najwyższą ceną od 7 lat. Natomiast cena złota liczona w polskich złotówkach ostatnio wzrosła z około 4900 zł za uncję do kwoty ponad 6100 zł za uncję, co stanowi najwyższą cenę w historii. Dodam, że w ostatnim czasie banki centralne Chin, USA, Rosji i Niemiec “na wyścigi” skupywały wydobywane na świecie złoto i gromadziły ogromne jego zapasy, co świadczy o tym, że państwa te maja świadomości rzeczywistej sytuacji gospodarki globalnej i przygotowują się “po cichu” do ogromnego kryzysu finansowego. Również państwo polskie w ciągu ostatniego roku zwiększyło swoje zapasy złota z około 100 ton aż do ponad 225 ton, co stanowi największe zakupy tego metalu w historii.

Co zatem można – według mnie – zrobić, aby spróbować uniknąć lub przynajmniej złagodzić skutki spodziewanego kryzysu? Przede wszystkim, należy jak najwięcej oszczędzać pieniędzy i jednocześnie jak najmniej ich wydawać. Nawet jeśli bowiem nie zarabiamy dużo to warto w każdym miesiącu oszczędzić przynajmniej 10-20 % zarobków, bo prawdopodobnie pieniądze te będą nam bardzo potrzebne w razie kryzysu.

Pod drugie, aby uniknąć tzw. scenariusza cypryjskiego z 2013r. warto wycofać większe kwoty z lokat i rachunków bankowych, gdyż państwo w przypadku kryzysu z dnia na dzień będzie mogło legalnie skonfiskować w pewnym zakresie nasze oszczędności w banku lub SKOK-u. Nie każdy bowiem wie, że uchwalona została tzw. Europejska dyrektywa BRRD, zwana „dyrektywą, która legalizuje kradzież” oraz „pozwala bankom zabierać nasze pieniądze”. Państwo Polskie ma zaś taką możliwość na podstawie ustawy z dnia 10 czerwca 2016 r.o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji (Dz.U.2019.795 t.j.). Lepiej mieć zatem pieniądze przy sobie w gotówce niż je stracić.

Po trzecie, nawet jeśli byśmy fizycznie trzymali pieniądze w złotówkach w domu to należy pamiętać, iż ich wartość realnie będzie spadać, a zatem warto je zamienić na bardziej stabilny miernik przechowujący wartość. Państwo polskie, podobnie zresztą jak większość krajów na świecie, ma możliwość znacznego dodrukowywania papierowego pieniądza (o elektronicznym już nie wspominam), co powoduje dewaluację wartości posiadanego pieniądza i wzrost inflacji. Warto zatem dywersyfikować posiadane środki na kilka zróżnicowanych grup. I tak przykładowo, można część złotówek zamienić na dolary, euro, czy też franki szwajcarskie, ale nie więcej niż 25-30 %. Wprawdzie w wypadku kryzysu wartość „twardej waluty” realnie też spada, ale przynajmniej wartość dolara czy euro spada w mniejszym stopniu niż wartość złotówki, gdyż inwestorzy uciekają wtedy zawsze do krajów o bardziej stabilnej walucie niż polska. Można też zastanowić się nad zakupem obligacji Skarbu Państwa, które oprocentowane są zwykle ponad oficjalną inflację.

Po czwarte, należy wstrzymać się z zakupem nieruchomości oraz zaciąganiem jakichkolwiek kredytów. Obecne ceny nieruchomości są bowiem rekordowe wysokie, zaś w wypadku kryzysu ich wartość znacznie spada i można wtedy kupić nieruchomości znacznie poniżej dotychczasowej wartości. Ponadto, warto zgromadzić jak najwięcej oszczędności i wstrzymać się z jakimikolwiek większymi zakupami, albowiem w wypadku kryzysu ceny towarów i usług spadają i często można trafić na rozmaite okazje.

Po piąte, warto część oszczędności (np. 25-30 %) przechowywać w czymś ponadczasowym, np. w złocie lub srebrze, ponieważ jest to zwykle najbezpieczniejszy sposób przechowywania realnej wartości zgromadzonych środków. Radzę również nabywać jedynie złoto lub srebro w formie fizycznej, a nie w formie elektronicznych papierów wartościowych (tzw. ETF-ów), gdyż w razie kryzysu tylko ono liczy się. Jeżeli chodzi o złoto to stanowczo odradzam zakup biżuterii w celach inwestycyjnych. Najbezpieczniej i najkorzystniej jest kupić złote lub srebrne monety bulionowe (zwane lokacyjnymi lub inwestycyjnymi) 1-uncjowe z którejś z najsłynniejszych mennic świata, tj. (Krugerrand z Południowej Afryki, kanadyjski liść klonowy, australijski kangur, amerykański orzeł lub Wiedeńscy Filharmonicy z Austrii) albo też złote sztabki, ale w opakowaniach typu certipack od renomowanego dostawcy. Należy kupować je wyłącznie w którejś z akredytowanych mennic, gdyż na różnorodnych portalach aukcyjnych mnóstwo jest różnych podejrzanych lub nawet sfałszowanych egzemplarzy. Dodam, że złoto inwestycyjne zwolnione jest z podatku VAT.

Po szóste, sprzedaj akcje, które mają obecnie wysoką cenę, gdyż w razie kryzysu prawdopodobnie będą one niewiele warte.

Jeżeli Państwu podoba się idea niniejszego bloga to proszę o jego udostępnienie, polubienie lub skomentowanie – dzięki temu ma on szanse dotarcia do szerszego kręgu odbiorów, a być może wśród nich są osoby, które bardzo potrzebują zawartych w nim informacji.

Niniejsze zdjęcie wykonałem w Górach Bucegi.

Copyright © 2019 Rafał Ganowski

Dodaj komentarz

Close Menu